Dlaczego brakuje w aptekach leków ratujących życie?

2015-04-01
Dlaczego brakuje w aptekach leków ratujących życie?

Coraz częściej pacjenci wychodzą z apteki roztrzęsieni, bo nie mogą kupić leków, które zalecił im lekarz. Nie mówię tutaj o chwilowym braku - kilku godzinnym lub jednodniowym ale o sytuacji, na którą już teraz nawet uczciwy farmaceuta nie ma wpływu. Są po prostu leki refundowane, często ratujące życie,  z dostępnością których jest od dłuższego czasu ogromny problem. Skala jest ogromna, gdyż dotyczy już prawie 200 produktów.  Leków nie ma w aptekach, bo nie ma ich w hurtowaniach. Dociekliwi farmaceuci potrafią dotrzeć do organizowanych przez niektóre firmy tzw. kanałów interwencyjnych. Pod konkretnym numerem telefonu, po wysłaniu ksera recepty, zapisaniu się w kolejkę itd. można czasami otrzymać interesujący nas lek. Niestety udaje się to coraz rzadziej a w większości przypadków zamówienie szukanego przez pacjenta od dłuższego czasu leku jest po prostu NIEMOZLIWE!

Taka sytuacja powoduje brak zaufania pacjenta do danej apteki, naraża go na koszty, gdyż walcząc o swoje zdrowie musi jeździć i szukać leku w wielu różnych aptekach.

W przypadku osób po przeszczepach oraz cierpiących przewlekle np. na cukrzycę, stwardnienie rozsiane, chorobę Parkinsona brak dostępu do konkretnego i klinicznie sprawdzającego się leku jest niezwykle istotny, właściwie to  jego potrzeba jest śmiertelnie ważna. Często nawet nie ma możliwości zamiany leku na inny. I co mają wtedy zrobić chorzy? Czy zrozumieją tłumaczenia, że to wina złej polityki lekowej? Co przyczynia się do powstawania tak dramatycznych sytuacji?

Ocena sytuacji

Wszyscy związani z rynkiem farmaceutycznym doskonale wiedzą dlaczego leki refundowane zaczęły znikać z aptek i hurtowni. Winne są ustawy, które dozwoliły na eksport leków do krajów UE oraz wprowadziły tzw. sztywne ceny leków refundowanych.  

Dlaczego jednak leków refundowanych brakuje w Polsce? Odpowiedź jest prosta, dlatego że ceny niektórych z nich są po prostu dużo niższe niż zagranicą.  A kto decyduje o cenach leków refundowanych? Ministerstwo Zdrowia, które co dwa miesiące zmienia ceny leków refundowanych. Ceny te są sztywne dla hurtowni, aptek.  Szacuje się, że do krajów UE wywozi się leki warte około 2 mld złotych.  Czy problem ten dotyczy też innych krajów - tak każdy inny kraj UE próbuje z tym problemem walczyć na różne sposoby.  

Kto jest winny?

Jako farmaceutka z ubolewaniem stwierdzić muszę, że to środowisko farmaceutyczne jest odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Mam tutaj na myśli producentów leków, hurtowanie farmaceutyczne oraz apteki, które widząc furtkę, którą otworzyło przed nim nowe prawo zaczęły działać - często nielegalnie - tylko po to aby ,,zarobić??. Najnowsze doniesienia potwierdzają, że hurtownie zaczynają odkupować leki na eksport również z przychodni lekarskich. Przychodnie mogą dzięki specjalnym drukom zapotrzebowania zakupić leki od apteki, a potem nielegalnie odsprzedać je hurtowniom. Tylko na Śląsku inspektorzy wykryli trzy poradnie należące do hurtowni.  W konsekwencji doprowadziło do to tragicznego losu niektórych pacjentów, nie mówiąc już o utracie zaufania do środowiska farmaceutycznego.

Całość operacji opiera się na współdziałaniu niektórych aptek z hurtowniami. Najczęściej dotyczy to niektórych aptek sieciowych, które zamawiają ,,opłacalne?? dla nich leki refundowane, po czym przekazują je do określonych hurtowni lub przesuwają towar między innymi swoimi jednostkami rozsianymi w całym kraju tylko po to, aby sprzedać towar zagranicę. Gdy przeciwko takiej hurtowni lub aptece prowadzone jest postępowanie o cofnięciu koncesji, ta likwiduje działalność, a już po chwili otwiera nowy podmiot - nawet w tym samym budynku, zmienia nazwę i znowu działa.

Drodzy czytelnicy pamiętajcie więc, że te apteki, które sprzedają wam leki po niższych cenach, często dużo niższych niż kupowane z hurtowni po najwyższych rabatach producenta, doprowadzają swoimi szemranymi interesami do takich właśnie sytuacji. Już w grudniu 2014 roku, w samym województwie wielkopolskim koncesję straciło 12 aptek, które brały udział w wywozie refundowanych leków z Polski. W pięciu przypadkach prokuratura wszczęła śledztwo (poznan.gazeta.pl). Jedną z głośniejszych spraw stała się tzw. poznańska afera, która ukazała jak wiele osób jest zamieszanych w taki proceder.

Na temat tego rodzaju sytuacji, podczas styczniowej sejmowej podkomisji zdrowia, wypowiedział się dość zdecydowanie wiceminister Radziewicz-Winnicki: "Jeżeli ktoś jest nieuczciwym przedsiębiorcą i wywozi leki za granicę wbrew istniejącym przepisom prawa, to nie ma zgody na to, by stosując kruczki prawa administracyjnego, zakładał nowe hurtownie i wymigiwał się z odpowiedzialności karnej, finansowej i sankcji administracyjnych, korzystając na tym, że zmieni nazwę podmiotu, w którym wykonuje swoją działalność."

Dodał również: "Naszą intencją jest wstrzymanie wszystkich postępowań dotyczących otwarcia nowej hurtowni przez przedsiębiorcę, co do którego toczy się postępowanie o ukaranie. Jeśli zostanie już ukarany, to przez trzy lata nie będzie mógł otworzyć nowej hurtowni."

To rozwiązanie ma być stosowane nie tylko w stosunku do właściciela spółki, ale również jego wspólników, współwłaścicieli, członków zarządu, względem którego zostało wszczęte postępowanie.  

Miejmy nadzieję, że tak się stanie, gdyż jak pokazuje wyrok ze stycznia 2015 roku, w przypadku tzw. ,,sprawy lubelskiej?? nie do końca przy obecnym stanie prawa można liczyć na sprawiedliwość, co daje zielone światło ,,nieuczciwym aptekom i hurtowniom?.

- "Ujawniliśmy wtedy, że kilkadziesiąt aptek w całej Polsce, w tym kilka w Lublinie i województwie lubelskim, zamawiało ogromne partie leków" - mówi Andrzej Jeżyński, naczelnik V wydziału ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. - Tak duże, że nie byłyby w stanie ich sprzedać detalicznie.

Towar z tych aptek trafiał do jednej z hurtowni w woj. opolskim oraz drugiej w województwie świętorzyskim. Kolejnie trafiały do hurtowni w Gnieźnie, a ona przekazywała je zagranicę. Lubelska prokuratura apelacyjna umorzyła postępowanie w tej sprawie tłumacząc, że w obecnym Prawie Farmaceutycznym art. 127 jest luka, która mówi, że karze podlega ten, kto bez wymaganego zezwolenia prowadzi aptekę lub hurtownię farmaceutyczną. A apteki i hurtownie, o które chodziło w tej sprawie takie zezwolenia miały. Nawiasem mówiąc, chyba nie ma innych.

Oburzenia w tej sprawie nie kryją zarówno Paweł Trzciński, rzecznik głównego inspektora farmaceutycznego, Krzysztof Przystupa, wiceprezes Okręgowej Rady Aptekarskiej w Lublinie.

- "W przypadku stwierdzenia nielegalnego obrotu lekami, mamy jedynie możliwość cofnięcia zezwolenia na prowadzenia apteki - informuje Paweł Trzciński. - To jednak walka z wiatrakami, bo taka apteka znowu wznawia działalność, rejestrując się na tzw. słupa. Bez wsparcia organów ścigania jesteśmy właściwie bezradni" - dodaje.

W tym tygodniu nadeszła jednak budująca informacja z Gliwic. Tamtejszy Sąd Okręgowy nałożył na farmaceutkę karę grzywny i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata za uczestniczenie w procederze odwróconego eksportu leków. Wyrok jest prawomocny.

Farmaceutka Edyta M. z Gliwic wpadła przez wspólnika, z którym prowadziła jedną z jej 5 aptek i dwóch punktów aptecznych. Mężczyzna zorientował się, że jest oszukiwany. Fakt został zgłoszony do Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutucznego. Przeprowadzona przez WIF kontrola potwierdziła, że Edyta M. odsprzedawała leki ze swoich trzech aptek do hurtowni.  Nielegalny obrót dokonany tylko przez tą jedną farmaceutkę w okresie  styczeń 2010 - maj  2011 opiewał na kwotę prawie 5,5 mln złotych!   W tym przypadku Sąd skorzystał w należyty sposób z wspominanego wcześniej artykułu 127 Prawa Farmaceutycznego. Kobieta miała pozwolenie na prowadzenie apteki, ale nie miała pozwolenia takiego jakiego wymaga się od hurtowni aby handlować lekami. Edyta M. przekazała apteki w ręce swojej rodziny, a w jednej z nich jest kierowniczką.   

Rozwiązania doraźne

Jak już wyżej wspominałam niektórzy producenci stworzyli tzw. kanały interwencyjne, gdzie można zamówić dany lek za pośrednictwem ściśle określonych hurtowni (co zmusza apteki do zawierania umów z narzuconymi z góry hurtowniami, a to niekoniecznie musi im odpowiadać z punku widzenia strategii finansowej apteki).

Niektórzy producenci w ogóle nie handlują już z hurtowniami farmaceutycznymi, co zmusza farmaceutów do zamawiania leków bezpośrednio od producenta. Aby to zrobić trzeba przesłać niezbędne dokumenty, spełnić określone przez firmę wymagania - w tym zgodzić się na :

  • ograniczenia dotyczące płatności za towar - zazwyczaj tuż przy odbiorze paczki lub z okresem 7 dniowym
  • ograniczenia ilościowe danego leku, wysyłania raportów sprzedaży, które mają udowodnić że apteka nie sprzedaje leków bez recepty.


Ok, rozumiem, że jest to jakieś zabezpieczenie, ale tak nie powinno być! Pomijam fakt, że coraz częściej nawet w ten sposób nie da się zamówić potrzebnej ilości leków, bo na przykład limit tzw. potencjał zakupowy dla danej apteki w tym miesiącu się już skończył albo po prostu NIE bo NIE MA. A co z tym fantem ma zrobić bezradny farmaceuta i załamany pacjent, który pozostaje bez leku?

Od miesięcy trwają dyskusje i prace nad nowelizacją ustawy o prawie farmaceutycznym, która mówi o dystrybucji leków. Obecnie jest to na etapie wprowadzania zmian, które narzucałyby hurtowniom farmaceutycznym konieczność zgłaszania eksportu określonych leków zagranicę. Główny Inspektor Farmaceutyczny, który otrzymywałby takie deklaracje będzie mógł w terminie 7 dni zablokować taką możliwość. Taką decyzję powinien podjąć, jeśli dojdzie do wniosku, że przez eksport tego rodzaju preparatów zabraknie ich dla polskich pacjentów. Takie rozwiązanie wydaje się być logiczne, jednak budzi ogromny sprzeciw przedsiębiorców, właścicieli hurtowni.

Według Tomasza Dzitko, przewodniczącego Komisji ds. rynku farmaceutycznego BCC i prezesa hurtowni leków Delfarma rozwiązaniem problemu nie jest blokowanie hurtowni farmaceutycznych ale producentów leków - koncernów farmaceutycznych: - "Nie ma żadnych dowodów, że eksport jest przyczyną braków na rynku. Co więcej, kraje, które badają poziom zaopatrzenia w leki i mierzą niedobory, pokazują, że praktycznie w 100 proc. za braki odpowiedzialne są dostawy, a odpowiedzialność leży głównie po stronie producentów leków."

- "Nie jest prawdą, że leków w Polsce nie ma. Leki są, ale w magazynach koncernów farmaceutycznych, co potwierdzają kontrole Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego. Firma produkująca lek X nie sprzedaje go nie dlatego, że go w Polsce nie ma, ale dlatego, że reglamentuje lek na rynek, by nie dopuścić do jego eksportu. Wielu producentów stosuje arbitralnie ustalone limity dostaw na aptekę, przez co - przy zwiększonym popycie - występuje niedobór" - wyjaśnia ekspert BCC.

Autor: mgr farm. Agnieszka Wojtala



Zródła:

http://www.rynekaptek.pl/prawo/igor-radziewicz-winnicki-koniec-z-bezkarnoscia-bandytow,6906.html

http://www.kurierlubelski.pl/artykul/3712762,odwrocony-eksport-lekow-lubelska-prokuratura-umorzyla-postepowanie,id,t.html?cookie=1

http://wyborcza.pl/1,75478,17665401,Pierwsza_aptekarka_skazana_za_handel_lekami_z_hurtowniami.html#ixzz3Vwu6HvNs

 

Pokaż więcej wpisów z Kwiecień 2015
* Przed użyciem leków zapoznaj się z jego ulotką, która zawiera wskazania, przeciwskazania, dane dotyczace działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczace stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij